O pasji do sportu i początkach Night Runners – wywiad z Tomaszem Makowskim

565
wyświetleń
O pasji do sportu i początkach Night Runners - wywiad z Tomaszem Makowskim
O pasji do sportu i początkach Night Runners - wywiad z Tomaszem Makowskim, Fot. Arvind Juneja

Tomasz Makowski – założyciel Night Runners i organizator m.in. biegów dla dzieci Kids Run oraz Duo Cykl Wielkopolska dla portalu AktywniewPoznaniu.pl opowiada o swojej pasji do sportu.

Jak sam mówisz – sport zajmuje bardzo ważną rolę w Twoim życiu. Opowiedz co nieco o swoich początkach. Skąd pasja i zamiłowanie do sportu?

Trudno mówić o początkach, ponieważ sport zajmuje ważną rolę w moim życiu od zawsze. Już od dziecka byłem aktywny, pomimo że nie trenowałem zawodowo żadnej dyscypliny. Rodzice nie chcieli mnie wrzucać w ramy jednego sportu. Chcieli, abym rozwijał się wszechstronnie. Dzięki temu miałem okazję grać w tenisa, piłkę nożną, latałem po drzewach, a moją fascynacją stała się koszykówka, która do dzisiaj odgrywa istotną rolę w moim życiu.

Prawdę mówiąc bieganie pojawiło się „ni z gruszki, ni z pietruszki”. Było to mniej więcej dwa lata przed boomem, który na bieganie w Polsce pojawił się jakieś 6-7 lat temu. Moje początki wyglądały tak, że spontanicznie zacząłem biegać z kuzynem wieczorami. Pierwsze treningi nie były w żaden sposób zorganizowane. Założyliśmy fan page na Facebooku i wychodziliśmy pobiegać wtedy, kiedy nam pasowało. Później bieganie stało się dla mnie ważne z wielu przyczyn. Jedną z nich był wyjazd do Belgii na półtora roku. Tam zobaczyłem, że bieganie jest poziom wyżej niż w Polsce – wtedy był taki, jaki obecnie mamy w naszym kraju. Ludzie wychodzili na treningi biegowe po parkach, nikogo nie dziwił widok biegacza z czołówką na głowie czy w lajkrach na nogach. Wtedy załapałem bakcyla i po raz pierwszy wystartowałem w dużym zawodach – 20 km po Brukseli. Brało w nim udział 25 – 30 tys. osób, czyli de facto bieg na taką skalę, jakiej do dzisiaj nie ma w Polsce. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Po powrocie do kraju poznałem kilka fajnych osób, z którymi rozwinęliśmy koncepcję Night Runnersów. Od tego momentu bieganie pochłonęło mnie całkowicie – nie tylko w sferze sportu, ale także zawodowo czy prywatnie. Poznałem mnóstwo świetnych ludzi, z którymi wyniknęły kolejne tematy sportowo-biegowe, jak np. organizowanie zawodów dla dzieci, dla dorosłych, współprace charytatywne czy komercyjne. Wszystko zaczęło się zazębiać i w tym momencie nie wyobrażam sobie życia bez biegania mimo, że samo bieganie jako czynność fizyczna nie jest dla mnie aż tak angażująca.

Night Runners – wiele osób zna, słyszało lub widziało biegaczy w charakterystycznych, żółtych koszulkach. To już nie jest tylko grupa biegowa z Poznania, to marka, która objęła całą Polskę. Czy zakładając Night Runners myślałeś o tym, że tak to się rozwinie?

Nie, nie, w życiu nigdy. Zakładając Night Runners miałem w głowie to, aby motywować sam siebie, wrzucać czasami jakieś zdjęcia z treningu, ewentualnie prowadzić bloga. Cała koncepcja i kierowanie treningów do osób, które są początkujące lub mogą się wstydzić pójść do bardziej zaawansowanych grup lub do trenera, który nagle będzie wymagał nie wiadomo jakich ćwiczeń lub tempa, pojawiła się z czasem. Idea była taka, aby dotrzeć do tych osób, które będą traktowały bieganie jako odskocznie od życia codziennego i złapią trochę ruchu.

Skala ogólnopolska przerastała moją wyobraźnie i najśmielsze oczekiwania. Nie taki był zamysł. Jednak kilku znajomych, z różnych miast zaczęło się do mnie odzywać z pytaniem czy mogą zorganizować Night Runnersów u siebie. Oczywiście się zgodziłem, bo nie widziałem przeszkód. Zaczęło się to rozwijać, a gdy dostałem zaproszenie do Dzień Dobry TVN to tak, jakby ktoś dał mi mega dużego kopa. Mimo że niektórzy mówią, że od mediów tradycyjnych się odchodzi i trzeba skupić się przede wszystkim na internecie, to po weekendowej emisji w śniadaniowej telewizji, ilość wiadomości na naszym fan page’u wystrzeliła w kosmos. Dzięki temu pojawiły się nowe lokalizacje, a w szczytowym momencie byliśmy w 20 miastach Polski. Obecnie jesteśmy w 12. W Poznaniu współpracujemy z POSiRem przy okazji np. półmaratonu czy maratonu. Wówczas na treningi przychodzi sporo osób, które przygotowują się z nami do zawodów.

W Poznaniu treningi odbywają się regularnie w każdy poniedziałek i czwartek. Umiałbyś z pamięci wymienić miasta, w których można dołączyć do Night Runnersów?

Tak, bez problemu. W tym momencie Night Runnersi biegają w Poznaniu, Gnieźnie, Wrześni, Ostrowie Wielkopolskim, Wrocławiu, Polkowicach, Zabrzu, Pyskowicach, Katowicach, Krakowie oraz Słupsku. Jest także grupa w Żychlinie pod Łodzią.

Ekipa Night Runners

Night Runners skupia miłośników biegania. Jak można do Was dołączyć?

Tak naprawdę wystarczy przyjść. To jest jedna z wartości, która cały czas nas przyświeca – aby dołączyć do Night Runnersów wystarczy przyjść na trening. Nie trzeba się nigdzie zapisywać ani ponosić jakichkolwiek składek, ponieważ nigdy ich nie było. Wystarczy pojawić się na treningu i zacząć trenować. W każdym momencie można także przerwać.

Czy nowi biegacze będą czuli się dobrze w grupie, zaopiekowani przez stałych bywalców?

Mam nadzieje, że tak. Jeśli ktoś pojawia się na treningu, to raczej do nas wraca. Słyszę bardzo dużo pozytywnych reakcji. Na regularnych treningach mamy ok. 50-60 osób, dlatego dzielimy się na mniejsze grupy biegowe z podziałem na tempa. Grupa dla najbardziej początkujących, nazywana jest marszobiegiem. Osoba prowadząca tę grupę zawsze pyta, czy ktoś jest po raz pierwszy. Jeśli tak, to przeprowadza krótki wywiad, pytając czy jest aktywna, czy coś trenowała i dostosowujemy tempo do najsłabszej osoby. Najczęściej ludzie do nas wracają, więc albo są masochistami, albo rzeczywiście jest coś fajnego.

Night Runners to nie wszystko. Jest także Kids Run. Opowiedz coś więcej o tym projekcie. Czym jest Kids Run?

Kids Run wyszedł jeszcze bardziej przypadkowo niż Night Runners, pomimo że obecnie jest to bardzo ważny dla mnie projekt. Była okazja, aby zdobyć fundusze z grantu z Ministerstwa Sportu, powiązanego z fundacją Sport Support, w której odbywał się program grantowy Lider Animator. Przez dwa lata z rzędu z projektami dla Night Runners byłem laureatem tego właśnie programu. Wspólnie z moim ciałem doradczym NR zaczęliśmy po raz kolejny wymyślać tematy pod granta. Pomysłem było stworzenie intuicyjnej i nowoczesnej aplikacji, służącej do prostego pomiaru czasu. Przez trzy dni trwały warsztaty, na zakończenie których odbywała się przed komisją prezentacja przygotowanego wcześniej pomysłu. Nagrodą było otrzymanie od 5 do 15 tys. na jego realizację. Dzień przed prezentacją, w trakcie kuluarowych rozmów z komisją poruszyłem temat naszego pomysłu i usłyszałem, że jest to super, ale nie do nas… Projekt był pod realizacje komercyjne, a nie taki był zamysł programu grantowego, o który się ubiegaliśmy. Miałem jeden wieczór, aby wymyślić coś innego. Zawsze dobrze dogadywałem się z dzieciakami i już gdzieś po głowie chodził mi pomysł organizacji biegów stricte pod dzieci. Tak powstał Kids Run, czyli impreza tylko dla dzieci, a nie impreza obok zawodów dla dorosłych. Kids Run jest po to, aby to właśnie dzieciaki czuły się wyjątkowe. Zabrać je na stadion, gdzie jest bezpieczne środowisko, przygotować dla każdego numer startowy z imieniem, a na mecie podarować medal. Pomysł super się przyjął w Poznaniu, a z racji wielu głosów z zewnątrz, wyszedłem z tym także w Polskę. Po raz pierwszy dwa lata temu, a rok temu Kids Run zorganizowaliśmy w 10 polskich miastach, w których łącznie wystartowało ok. 7000 dzieci.

Pamiętam, że od czasów szkoły podstawowej bardzo nie lubiłam biegać. Rozgrzewka na bieżni kończyła się zawsze chowaniem pod trybunami i czekaniem aż cała klasa zrobi dwa lub trzy kółka, a ja biegałam tylko jedno. Jak Twoim zdaniem, dzieciaki zmobilizować do biegania? Jak zaszczepić w nich tę pasję do sportu?

Moim zdaniem 90% zależy od rodziców i to jest ich praca, aby zaszczepić w dziecku chęć i pasję do sportu. Najważniejsze jest pokazywanie dobrego przykładu. Dziecko naśladuje – zarówno starsze rodzeństwo, jak i rodziców oraz towarzystwo, w którym się obracają. Dziecko poszukuje wzorców, dlatego jeśli bliski wujek czy brat znajomych rodziców biega to dziecko będzie kopiowało 1:1. Jeśli mama lub tata wracają z medalami z imprezy sportowej, to ono także będzie chciało mieć swoje medale, swój numer startowy, swoich kibiców itp. Jeśli rodzic wskaże drogę i pokaże co robić to dziecko będzie chętne. Nie wystarczy zapisywać dzieci na zajęcia pozalekcyjne – musi iść za tym przykład z góry.

A wracając do Twoich sportów. Nie tylko bieganie. Pojawił się też triathlon, tenis, narty i pewnie wiele innych dyscyplin sportowych. Jak to wszystko godzisz – pracę zawodową z treningami i organizacją różnych inicjatyw sportowych?

Pasja i praca zawodowa bardzo mocno przenikają się ze sobą. Zawsze staram się znaleźć w swoim życiu miejsce na sport, ponieważ mega tego potrzebuje. Jest to dla mnie odskocznia, czuję się dużo lepiej, kiedy uprawiam sport regularnie. Dotyczy to zarówno biegania, jak i sportów drużynowych czy zimowych. Jak to godzę? Są okresy, w których mam tyle pracy, że ciężko jest to pogodzić, szczególnie w szczycie sezonu letniego, kiedy imprezy organizowane przeze mnie odbywają się co tydzień. Wszystko jest kwestią zorganizowania i chęci. Na upartego, na trening wystarczy 40 minut. Kilka razy zdarzyło mi się wyciągnąć sąsiadów i biegaliśmy po schodach w bloku. Mieliśmy z tego mega fun – przy okazji pogadaliśmy i zmęczyliśmy się na maksa. Trwało to dokładnie 40 minut. Więc wszystko jest kwestią chęć i organizacji.

Który projekt biegowo-sportowy, który zorganizowałeś, wspominasz najlepiej?

Bardzo dobrze wspominam Stęszewski Bieg Przełajowy. Jest to pierwszy bieg, który zorganizowałem i nadal organizuje. Bieg na 10 km, który odbędzie się w tym roku 18 kwietnia, w Wielkopolskim Parku Narodowym, w Stęszewie. Darzę go ogromnym sentymentem, z uwagi na to, że od tego zacząłem, mogłem się na nim uczyć, przetestowałem sobie różne mechanizmy i dowiedziałem się, jak to wszystko funkcjonuje i wygląda „od środka”.

Kids Run daje mi także olbrzymią satysfakcję. Bardzo często, pracując w różnych zawodach, nie widzisz efektów swojej pracy. A kiedy widzisz te efekty, to po pierwsze dostajesz ogromną dawkę motywacji, aby działać dalej, a po drugie masz zwieńczenie całej wykonanej pracy i wiesz, że ta praca nie poszła na marne. W przypadku zawodów biegowych, szczególnie dla dzieciaków – to zwieńczenie jest niesamowite. Widzisz radość i satysfakcję dzieci wbiegających na metę oraz szczęśliwych rodziców. To ogromnie buduje.

Night Runners poza bieganiem
Night Runners poza bieganiem, Fotografia Tomasz Szwajkowski

A czy były projekty, które się nie udały?

Hmm, jest sporo projektów odłożonych na półkę, na tak zwane „później”. Bo może potem będę miał więcej czasu albo zastanowię się co z nimi dalej zrobić. Wiem, że w każdym projekcie, w który się zaangażowałem można byłoby coś zrobić lepiej, ale o żadnym z nich nie powiem, że się nie udał. Na pewno popełniłem ewidentnie jakieś błędy, ale staram się wyciągać wnioski, w taki sposób, aby nie powielać ich w przyszłości. Mam ileś tam projektów, które chciałbym zrobić, ale z braku czasu niestety póki co leżą na półce i czekają na lepszy moment.

Jedną z inicjatyw, w którą obecnie jesteś zaangażowany jest bieg pod hasłem „Sztafeta Pomocy”. Opowiedz coś więcej o tym projekcie?

Sztafeta Pomocy to projekt, który organizujemy wspólnie z ekipą Night Runners i przyjaciele, a realizujemy go dla koleżanki, która kiedyś z nami biegała. Ewelina Matuła-Rżeńska była prowadzącą nasze night runnersowe treningi. Wybitna zawodniczka, która regularnie stawała na podium mniejszych i większych imprez biegowych, zarówno asfaltowych, jak trailowych. Później wyszła w góry i osiągała super rezultaty. W pewnym momencie podupadła na zdrowiu. W wyniku poszukiwania diagnozy okazało się, że ma miastenię – jest to autoimmunologiczna choroba, która charakteryzuje się tym, że bardzo szybko się męczysz, tzw. męczliwość mięśni. Ewelina z osoby mega sprawnej, będącej w czołówce, dla której sport był bardzo ważnym elementem życia, stała się osobą zależną od innych. Dlatego zdecydowaliśmy się pomóc. Udało się zebrać kilka firm oraz sporo przyjaciół, którzy zadeklarowali chęć pomocy. Efektem tego jest Sztafeta Pomocy, która odbędzie się 29 lutego. Może w niej wystartować każdy, kto jest średnio aktywny. Każda sztafeta składa się z czterech osób, z czego każda osoba ma do przebiegnięcia, przetruchtania, przejścia – 3,3 km. Nieważne jak pokonasz ten dystans, najważniejsza jest idea, czyli pomoc Ewelinie. Cała opłata startowa – 149 zł (za sztafetę) przekazujemy na leczenie. Zapisy nadal trwają i pewnie potrwają do samego końca, czyli do dnia imprezy.

Organizujesz duathlon, a myślałeś o organizacji triathlonu?

Jeśli pytasz o mój, organizowany od A do Z, to nie wiem, ponieważ triathlon to jest gruby temat, który wymaga fajnego miejsca – przede wszystkim. Jeśli ktoś kiedyś się do mnie zgłosi i będzie chciał coś takiego robić ze mną, to jest to fajny pomysł. Ale obecnie czuje, że jestem na granicy swoich mocy przerobowych. Od tego roku współpracuję z Triathlonem Lwa – jestem blisko tej imprezy i na pewno jest to dla mnie przetarcie, więc można powiedzieć, że jakiś ułamek triathlonu w swoim CV organizatora na pewno się pojawi.

Zdradzisz, jakie masz plany na przyszłość?

Jeśli pytasz o sport, to na pewno chciałbym pod kątem organizacji imprez rozwijać Kids Run, ponieważ jest moim oczkiem w głowie. Satysfakcja organizacji zawodów biegowych dla dzieci jest olbrzymia, a do tego dochodzi pozytywny odbiór całej społeczności wokół. Przede wszystkim społeczności aktywnych rodziców, którzy chcą działać i wysyłać dzieciaki na kolejne imprezy. Jest to mój priorytet, jeśli chodzi o rozwój.

Ponadto moim planem jest utrzymanie zdrowia, abym mógł dalej trenować. Chciałabym na pewno więcej pobiegać po górach i móc połączyć to ze zwiedzaniem, np. odwiedzić Teneryfę lub Maderę. Naturalną koleją rzeczy dla biegaczy, którzy mają już dość płaskiego terenu są biegi ultra lub triathlon. Albo jedno i drugie.

Ostatnie pytanie, na zakończenie – gdybyś miał cofnąć się w czasie, do momentu, kiedy nie było jeszcze Night Runnersów, co byś teraz robił?

O Jezu, mam nadzieje, że coś ciekawego. Bardzo lubię pracować z ludźmi i mega się realizuje w tematach, w których trzeba spinać jakieś projekty, organizować różne rzeczy. Gdyby nie pojawiło się bieganie, to pewnie pracowałbym w event marketingu. Dawno temu, w wieku 20 lat organizowałem amatorski, ogólnopolski turniej w piłkę nożną. Duża impreza, na 24 zespoły z całej Polski. Pojawił się kiedyś także turniej siatkówki organizowany przeze mnie, lubiłem organizować spływy kajakowe. Gdyby nie bieganie, to pewnie zajmowałbym się organizacją czegoś innego. Pytanie tylko – co by to było…

Myślę, że już nigdy się nie dowiemy. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Marta Muszyńska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here